Poszłam spać około
1:30. Przez cały dzień myślałam nad tymi wakacjami. Ale najlepiej mi się
myślało w moim łóżku. Jakoś nie chciało
mi się spać, lecz musiałam być wypoczęta na jutrzejszy dzień. Wstałam tym razem
o 9: 55 i przez godzinę nie chciało mi się ruszać z łóżka. Ale w końcu wstać
musiałam. Podeszłam do szafy i wyjęłam to:
Poszłam do łazienki i wykonałam te same czynności, co
zawsze. Zostawiłam włosy luzem i
wyszłam. Podeszłam do biurka i wzięłam do ręki telefon. Bez żadnych wiadomości.
Zeszłam na dół i poszłam zrobić sobie coś do jedzenia. Wyjęłam miskę z szafki,
łyżkę, mleko i płatki czekoladowe. Jak mam w zwyczaju wlałam mleko do miski i
włożyłam do mikrofalówki żeby było cieplejsze. Po dwóch minutach wyjęłam,
wsypałam płatki i poszłam usiąść na kanapę w salonie. Mamy oczywiście znów nie było,
bo praca… Ale to dobrze, wolna chata, czasami nawet 24 h. Była menadżerką tego
słynnego show X-Factor. Lubiła chodzić do swoich przyjaciółek i urządzały sobie
wtedy babski wieczór. Mi to w żaden sposób nie przeszkadzało. Mama sama nawet,
kiedy jechała namawiała mnie żebym zrobiła jakąś imprezę, ale rzadko, kiedy ja
się zgadzałam. Chciała żebym nie była takim odludkiem, ale za późno… Kiedyś
urządziłam w domu naprawdę niezłą imprezę, wtedy mama mnie namówiła, ale
zrobiłam to tylko po to żeby w końcu przestała mnie dręczyć. Było sporo ludzi,
około 100 osób. Dobrze, że mój dom nie jest taki mały… bo po nim by już nic nie
zostało. Włączyłam TV i zaczęłam skakać po kanałach. Jak zawsze… Nic
interesującego. Przełączyłam na MTV i pogłośniłam. Kiedy skończyłam śniadanie a
to mi zajęło trochę czasu, poszłam włożyć miskę i łyżkę do zmywarki. Jak
oglądam coś w TV i mam coś do jedzenia, zajmuje mi to naprawdę dużo czasu. Poszłam na górę po laptopa i wróciłam z nim
na dół. Włączyłam facebooka i twittera, chciałam zobaczyć czy może jest
dostępna Emily. Ale jej nie było.
Wyłączyłam i położyłam go obok siebie. Nudziło mi się… Postanowiłam,
więc że się przejdę na spacer z moim psem Lucy. Była to rasowa suczka owczarka
niemieckiego. Poszłam na górę po
telefon, zeszłam wyłączyłam TV i zawołałam swojego psa do siebie. Lucy
podbiegła ucieszona wiedząc, co zaraz się stanie. Telefon schowałam do kieszeni
i wzięłam smycz i obrożę psa. Buty włożyłam te:
Tak wiem, na spacer z psem to te buty się nie nadają, ale co
ja poradzę skoro lubię takie buty?
Założyłam obróżkę i smycz oraz prawie bym zapomniała o
kluczach od domu. Zamknęłam drzwi i otworzyłam bramę. Lucy lekko szarpnęła.
Szłam powoli, nigdzie się nie spiesząc no, bo dokąd? Nie
daleko stąd jest park, więc tam zamierzałam się wybrać. Zastanawiałam się czy
Emily zadzwoni, kiedy będzie wylatywać. Raczej nie będzie miała czasu, chociaż
sama nie wiem.
- Zadzwonię do niej jak będziemy już w parku – postanowiłam
w myślach. Zastanawiałam się także ile ma mi do powiedzenia przez ten cały rok,
kiedy się nie widziałyśmy. Może ma chłopaka? Żaden by nią nie pogardził… Po 20
minutach dotarłyśmy już na miejsce. W parku było dużo ludzi, ale mało zwierząt.
Wyjęłam z kieszeni telefon i usiadłam na ławce. Wybrałam numer Emily.
- Słucham? – usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- No hej, o której masz wylot? – zapytałam.
- O 14.00, bądź na lotnisku o 16 ok?
- Ok, będę.
- Tylko tyle chciałaś wiedzieć? – zapytała i potem dodała –
Bo muszę się pakować.
- Tak, dobra nie przeszkadzam. Pa pa! – powiedziałam.
- Pa pa – odpowiedziała i rozłączyłam się.
- Cholera! Zapomniałam okularów przeciwsłonecznych! –
powiedziałam w myślach. Siedziałam tak
dłuższą chwilę, kiedy spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Była 12:09.
- Dobra nie siedzimy tylko wstajemy – powiedziałam w myślach
sama do siebie. W końcu wyszłam z psem to muszę trochę pochodzić. Kiedy
wróciłam do domu była 14.25. Emily powinna już wylatywać . Zdjęłam buty,
rozpięłam obrożę, odpięłam smycz i położyłam na miejsce. Poszłam do salonu i
padłam zmęczona na kanapę. Leżałam sobie i leżałam, kiedy podeszła Lucy i
zaczęła lizać mnie po twarzy. Nie lubię tego.
- FU! – krzyknęłam. A pies usiadł obok mnie.
Spojrzałam na zegar. 15.00. Czas się zbierać! Poderwałam się szybko i
zadzwoniłam po taksówkę. Po 10 minutach podjechała pod mój dom. Szybko
założyłam te same buty, co wcześniej, zabrałam małą torebkę i włożyłam tam
telefon, klucze od domu oraz portfel. Po 30 minutach byłam już na lotnisku.
Czekałam na moją przyjaciółkę w środku. Nie chciałam się spóźniać żeby Emily
czekała. Po chwili zobaczyłam dziewczynę podobną do niej, ale nic,
czekałam na jej reakcję. Gdybym zaczęła krzyczeć a to nie byłaby ona wyszłabym
przed tymi wszystkimi ludźmi na wariatkę! Tak! Jednak to jest Emily!
~~OCZAMI EMILY~~
Dzisiejszego dnia ubrałam się w to:
Gdy wyszłam z samolotu zobaczyłam dziewczynę uderzająco
podobną do Nicole. Nie byłam pewna, czy to ona, więc nie krzyczałam ani nie
biegłam w jej stronę. Kiedy jednak
podeszłam bliżej rozpoznałam w tej dziewczynie Nicole. Zaczęłam biec w jej
kierunku, a ona zrobiła to samo.
Nareszcie po tak długim czasie się spotkałyśmy, po prostu szalałam ze
szczęścia! Podbiegłam do niej i przytuliłam ją z całej siły. Po dłuższej chwili
odkleiłyśmy się od siebie.
- Cześć Emily! – odezwała się pierwsza Nicole.
- No siema! – powiedziałam i dodałam – Jak myśmy się długo
nie widziały! Trzeba to teraz jakoś nadrobić.
- Dobrze, dobrze. Chodźmy już, bo ten facet w taksówce
dostanie zaraz furii – powiedziała Nicole i się uśmiechnęła.
- Okey- odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę drzwi.
Po wyjściu Nicole wskazała mi taksówkę i pomogła mi wciągnąć
walizki do samochodu. Moja przyjaciółka powiedziała kierowcy, gdzie ma jechać i
po 30 minutach dojechałyśmy na miejsce rozmawiając po drodze.
- Wow, masz duży dom, szczerze, nie pamiętam go –
powiedziałam zaskoczona.
- Właściwie się wcale nie zmienił, został tylko wybudowany basen- odpowiedziała.
- Masz basen?! Zajebiście!
- No wiem – i uśmiechnęła się.
Weszłyśmy na jej posesję i podeszłyśmy do drzwi. Szybko je
otworzyła i weszłyśmy do środka. Nagle usłyszałam „tupanie” pazurów. To jej
pies biegł do nas uszczęśliwiony.
- Fajny pies! – krzyknęłam i potem dodałam – Jak się wabi?
- Lucy i to jest suczka – odpowiedziała, a ja się
uśmiechnęłam.
Lucy podeszła do mnie i zaczęła mnie obwąchiwać. Ja w Polsce
miałam kota, więc mogła wyczuć jego zapach.
Wyciągnęłam ostrożnie rękę i zaczęłam głaskać ją po głowie.
- Chodźmy – powiedziała i skierowałyśmy się do schodów. Ona szła przede mną a ja za nią. Miała bardzo
nowoczesny dom, ale co się dziwić jak jej mama jest menadżerką.
- To jest od dziś twój pokój a tam jest mój – wskazała palcem.
Otworzyłam drzwi, położyłam walizki i zobaczyłam kolejne drzwi. Zastanawiałam
się co może się za nimi kryć.
- To taka niespodzianka – powiedziała Nicole i się
uśmiechnęła. Podeszłam do drzwi i powoli uchyliłam. Moim oczom ukazała się moja
własna łazienka. Od zawsze marzyłam o czymś takim! Podeszłam do przyjaciółki i
ją przytuliłam.
- Dziękuję! Marzyłam o tym! – powiedziałam podekscytowana.
- Proszę – odpowiedziała i potem zaprosiła mnie do swojego
pokoju.
~~OCZAMI NICOLE~~
Bardzo cieszyłam się że moja najlepsza przyjaciółka zostaje
u mnie w wakacje a w dodatku w moim domu!
Otworzyłam drzwi i usiadłam na czerwonym fotelu, który stał naprzeciwko
biurka.
- Siadaj gdzie chcesz. – powiedziałam a ona odpowiedziała
uśmiechnięta:
- Okey, okey. Masz naprawdę zajebisty dom!
- Hah. No właśnie wiem.
Usiadła na moim łóżku i rozejrzała się po pokoju.
- Czy od czasu kiedy się nie widziałyśmy masz jakiegoś
chłopaka albo miałaś?– zapytałam zaciekawiona.
- Niee. – odpowiedziała.
- Żadnego?! Przecież nie jesteś brzydka! – powiedziałam. Bo
to prawda, nie była brzydka.
- Nie.
Zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim co się stało, kiedy
mnie nie widziała oraz ja jej. Rozmawiałyśmy tak do godziny 4:40. Potem
zachciało nam się spać, więc Emily poszła do swojego pokoju a ja poszłam umyć
zęby, przebrać się w piżamę. Kiedy weszłam do łóżka momentalnie zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Drugi rozdział! Przepraszamy że musieliście tak długo czekać ale, Malikowa nigdy czasu nie miała :P Mamy nadzieję że ten rozdział też wam się spodoba oraz pozdrowienia (jak zawsze :3) dla was! To jak? Za 6 komentarzy następny? Dacie radę? Na pewno :D Do następnego rozdziału! - Horanowa&Malikowa